Dzisiejszy post opowiada o początkach roku szkolnego oraz o moim pierwszym (choć nie niespodziewanym) szoku kulturowym. Bo Japonia jest piękna, ale też bardzo inna.

Będąc młodą japonistką, przeżyłam swój pierwszy japoński początek roku szkolnego. A początek roku należał do tych dni, po których wracasz do domu i jedyne, na co masz ochotę to zejść, umyć się, obejrzeć coś głupiego i iść spać. Nie chcę przez to powiedzieć, że było źle. Tylko po prostu mę~czą~co i dłuuuugo. Ale też miałam okazję doświadczyć innej kultury namacalnie i na własnej skórze!

Jako że cała ceremonia otwarcia rozpoczynała się o 11, dlatego już o 8 busik zabrał nas z osiedla do Togane. W tym małym mieście pod Tokio mieści się główna filia uniwersytetu. Kiedy usłyszałam, że tamtejsi studenci dojeżdżają rowerem na zajęcia, a na plażę mają kilkanaście minut, poczułam ukłucie zazdrości. Kiedy zobaczyłam zdjęcia pająka wielkość dłoni, z miłością pomyślałam o smogu i zatłoczonym metrze.

Japończycy bardzo postarali się, abyśmy się nie spóźnili. Dlatego na miejsce przybyliśmy dwie godziny za wcześnie. Kilkoro z nas miało dać małe przemówienie na ceremonii otwarcia, więc wykorzystali ten czas na przestawianie się z miejsca na miejsce i ćwiczenie ukłonów (ukłony są BARDZO ważne! – ale o tym później). Reszta z nas gapiła się w ścianę, gapiła się w telefony, gapiła się w kartki z notatkami (miał być test poziomujący i parę osób się UCZYŁO!), gapiło się na Chińczyków. Wygląda na to, że studia zagraniczne na Uniwersytecie Josai są bardzo popularne wśród tej nacji.

Japończycy uwielbiają ceremonie. Wiedziałam o tym już wcześniej, ale nigdy nie przypuszczałam, że na taką skalę. Na ceremonii otwarcia wszyscy zajęliśmy miejsca w dużej auli, zaś na scenie zasiedli wszyscy rektorzy, dyrektorzy, profesorowie, przedstawiciele ambasad i paru asystentów (którzy siedzieli za telebinem, coby nie psuli kompozycji).

img_20160913_111041
Jako pierwszy przemawiał wicerektor. Jego przemowę poprzedziła komenda po japońsku i angielsku: „New students, stand up! Bow! Sit down!” („Nowi studenci, wstańcie! Ukłońcie się! Usiądźcie!”). Byliśmy troszeczkę zdziwieni, ale szybko złożyliśmy pulpity, wstaliśmy, usiedliśmy i znów rozłożyliśmy stoliki. Kiedy skończył na dźwięk komendy znów zlożyliśmy pulpity, wstaliśmy, ukłoniliśmy się, usiedliśmy. Uff. Za wicerektorem przemawiała rektor, której przemówienie również rozpoczęliśmy od wstania, złożenia pulpitów, ukłonu… (Chociaż w tym momencie większość z nas już zwątpiła w sens rozkładania pulpitu.) Wszystkich mów podczas ceremonii było jedenaście. Przez ten czas wykonałam więcej ukłonów niż podczas całego życia. Chyba wykształcił mi się dodatkowy zawias w ciele.

Po ceremonii nastąpił niesamowicie źle zorganizowany poczęstunek. Bo cóż to za pomysł, żeby postawić całą masę dwudziestolatków w sali nad stołami z jedzeniem, zabronić jeść i dalej dawać przemowy? Zwłaszcza, że w ogóle nie było ich słychać… Ale przynajmniej tym razem nie trzeba się było kłaniać! 🙂 I jeszcze raz można się było poprzyglądać chińskim studentom. Ich główną cechą, poza ciemnymi włosami, były duże smartfony (po jednym na głowę). Jeden z nich znalazłam w toalecie razem z okularami. Właścicielka musiała być bardzo skonfudowana.
Od czasu, kiedy zwlokłam się z łóżka minęło dopiero 8 godzin, dlatego nadeszła pora na test poziomujący z japońskiego. Na szczęście został przeprowadzony w starojapońskim systemie abcd, więc nie zajął zbyt wiele czasu i nie wymagał kreatywności, niemożliwej już po tylu godzinach.

Niestety gwoździem do trumny okazało się końcowe spotkanie, poświęcone naszym programom stypendialnym. Nauczyciele próbowali nam wytłumaczyć, na czym będzie polegała nasza praca i ile zajęć powinniśmy wyrobić. Niestety nic z tego nie wynikało, wersje się nie pokrywały ze sobą, a nasze głowy eksplodowały z konfuzji w losowej kolejności.
Wyszłam z tego spotkania z kilkoma wnioskami: a) Japończycy nie umieją tłumaczyć, b) wymiany zagraniczne to zawsze bałagan, c) nikt nic nie wie, ale będzie dobrze! Pieniądze będą nam wypłacać regularnie, a w takim razie pracę na pewno nam znajdą.

snapchat-972236486889617783

snapchat-8955575743709630105
Bardzo padało, więc tym razem jakość zdjęć kiepska 😦
img_20160913_182416
Maskotka!

BONUS

O japońskim zorganizowaniu słów kilka. Pewien amerykański student przylatywał wczoraj na Naritę. Pracownik uniwersytetu miał go stamtąd odebrać. Następnego dnia rzeczony pracownik pyta się Anny (Polki pracującej na Josai w roli sekretarki / koordynator), gdzie jest student. Okazało się, że znalezienie jednego obcokrajowca na lotnisku okazało się zbyt trudne. Wcześniejsze zapytanie się, jak wygląda, tudzież zadzwonienie do Anny na lotnisku również. A na dodatek powiedział, że to wszystko jej wina, bo nie dostał odpowiedniej ilości informacji.

Z Japonii pełnej niespodzianek macha Malwina – młoda japonistka!

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s