Witajcie na blogu po baaaardzo długiej przerwie! W dniu dzisiejszym uraczę was fascynającym opisem ukulturalniania się, dam obietnicę bez pokrycia i udowodnię, że głupia robota czasem ma sens.

Będąc młodą japonistką, stwierdzam, iż jestem bardzo leniwym stworzeniem. Nie chciało mi się pisać bloga i zarzuciłam pisanie na dobre parę miesięcy. Ale postanowiłam nadrobić zaległości! Obiecuję co najmniej dwa razy w tygodniu napisać coś o moim życiu leniwej studentki z wymiany. I dodać dużo obrazków dla tych, którzy nie lubią ścian tekstu (to ja).

W ostatnim czasie miałam więcej czasu dla siebie – na początku lutego zakończyłam egzaminy, oddałam wszystkie prace i wreszcie miałam czas oddalić się od Tokio na odległość większą niż „musimy już wracać, bo jeszcze muszę wpaść do supermarketu”. O naszej dużej samochodowej wycieczce poza stolicę napiszę w kolejnym poście (obiecuję!). Mniej więcej wiecie jak wyglądała, jeśli śledzicie mnie na snapchacie, instagramie, albo mojego tatę na facebooku 😉

Dzisiaj jednak chciałam napisać o czym innym. Tak jak już wspomniałam we wstępie (ukulturalnianie), byłam na wystawie w tokijskim Narodowym Centrum Sztuki (The National Art Center) w dzielnicy Roppongi. Budynek sam w sobie jest bardzo miłym dla oka przykładem nowoczesnej architektury (stosunkowo nowym, muzeum właśnie świętuje dziesięciolecie). Przy jego budowie postawiono na dużo szkła, dzięki czemu nie ma się wrażenia wchodzenia do grobowca ani innego brzydactwa, w których często lubują się architekci.

img_20170306_131423

img_20170306_125009img_20170306_125048

Wystawa nosi tytuł „Yayoi Kusama – My Eternal Soul” („Yayoi Kusama – Moja Wieczna Dusza”) i jest swoistą „przeglądówką” przez twórczość artystki na przestrzeni 70 lat oraz prezentacją serii jej najnowszych obrazów o tytule (niespodzianka) „Moja Wieczna Dusza”.

img_20170306_120756

Yayoi Kusama jest najprawdopodobniej najbardziej znaną na świecie japońską artystką i pisarką. Urodziła się w 1929 roku w mieście Matsumoto w Japonii, jednak tylko część życia spędziła w ojczyźnie. Jak wielu innych twórców w latach pięćdziesiątych przeniosła się do Nowego Jorku (w jaki sposób to miasto jeszcze nie pękło w szwach, skoro każda twórcza głowa się tam przeprowadza?), gdzie stała się częścią tamtejszej awangardy. Przez większość swego życia tworzyła w Ameryce. Teraz ma 88 lat i jak oświadczyła, zamierza tworzyć sztukę aż do śmierci.

Jednymi z bardziej charakterystycznych cech twórczości artystki są powtarzające się kropki, dynie i elementy falliczne (jak na prawdziwego artystę przystało). Yayoi Kusama od wczesnego dzieciństwa twórczością leczyła swoje obsesje i lęki. Dlatego w jej obrazach powracającym motywem są śmierć, seks i wszelaka powtarzalność. Nie tylko maluje obrazy, ale również tworzy rzeźby i instalacje.

A rzeźby i instalacje to to, co u Kusamy uwielbiam najbardziej! W 2004 roku mama zaprowadziła mnie na wystawę tejże Japonki do Zachęty (…..to już 13 lat…..) i tam zostałam oczarowana kropkami i kolorami, którymi artystka posługuje się w sposób naprawdę mistrzowski. Chyba Kusamę mogę winić za pomarańczowe ściany w moim pokoju…

img_20170306_131215img_20170306_132125img_20170306_124857

Wystawa w większości była objęta zakazem fotografowania (Chlip, chlip. Mniej rozmazanych zdjęć i głupich selfie.) W większości na eksponaty wybrano obrazy i rzeźby. Trochę brakowało mi instalacji, do których mogłam wejść, tak jak wiele lat temu w Zachęcie. Z drugiej strony dawno nie widziałam tak porządnie przygotowanego przeglądu przez całą twórczość artystki z klarownymi i krótkimi opisami oraz notkami biograficznymi. (oklaski)

Zresztą niedostatek instalacji wynagrodził mi mały biały pokój, przy wejściu do którego zwiedzającym wręczano kolorowe naklejki-kropki. W ten sposób obklejając ściany mogliśmy stać się współtworzącymi sztukę. Ha!

img_20170306_124532img_20170306_124743

Nie byłoby jednak elementu japońskiego w tym wszystkim, gdybym nie napisała o półgodzinnej kolejce do kasy w sklepiku muzealnym (viva la komsumpcjonizm!) oraz o paniach przy wejściu, które mówią do zwiedzających, którzy ich nie słuchają. To jakaś ogólnojapońska tradycja. Recytowały coś na temat robienia zdjęć, ale w tak poplątany sposób, że już nie wiedziałam, czy mogę robić zdjęcia, nie robić, oddać im aparat, im zrobić zdjęcia, wziąć obrazy do domu?

img_20170306_124358
Czy ktoś widział towary?
img_20170306_120608
Zapłacić czekają

Co do pracy, która ma sens. Ostatnio w ramach fascynujących zadań, za które mi płacą na uniwerku, segregowałam i wywieszałam ulotki. Pośród stosu makulatury wysyłanej Josaiowi przez różne firmy i innych morderców drzew, były darmowe bilety na rzeczoną wystawę! Dawno się tak nie cieszyłam na widok papieru 😀

To tyle na dzisiaj. Dziękuję za przeczytanie moich wypocin na temat januszowanej wizyty w muzeum. Pozdrawiam z kulturalnego Tokio i obiecuję wpis o samochodowych wojażach po Japonii.

Jeśli nie wywiążę się z obietnicy, mozecie wysyłać mi listy z pogóżkami. Lubię dostawać listy!

Ale tym razem naprawdę będę pisać. Jest Wielki Post, trzeba dotrzymywać obietnic. Chyba że poświęcę się całkowicie szukaniu darmowych biletów.
Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s